W środę 10 lutego 2021 roku był mroźny dzień, na drogach panowały trudne warunki, a stan epidemii nadal wymuszał pewne obostrzenia. Mimo to w sanktuarium Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Oświęcimiu zgromadziła się liczna wspólnota pragnąca pożegnać śp. ks. Jacka Jurczyńskiego.

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęliśmy modlitwą różańcową, po której zebranym przybliżono postać ks. Jacka. O  godz. 11.00 rozpoczęła się msza pogrzebowa sprawowana przez 43 kapłanów głównie salezjanów z południowych inspektorii.

Liturgii przewodniczył ks. Zygmunt Kostka wikariusz inspektora z Krakowa, Inspektorię wrocławska reprezentował ks. Piotr Lorek wikariusz inspektora prowincji wrocławskiej wraz ze współbracmi. Mszę koncelebrował również ks. dziekan Fryderyk Tarabuła, który na początku liturgii odczytał list kondolencyjny od bp. Ordynariusza Romana Pindla.

We mszy świętej uczestniczyli: brat ks. Jacka Tadeusz z żoną, reprezentanci życia konsekrowanego siostry Serafitki z Oświęcimia, siostry Służebniczki z Bierunia i franciszkanie z Harmęż. Spore delegacje przyjechały z miejscowości, w których ks. Jacek ostatnio pracował, czyli Krakowa, Witowa i Przemyśla, byli oczywiście też parafianie z Oświęcimia i przedstawiciele Rodziny Salezjańskiej: Byli Wychowankowie i Salezjanie Współpracownicy. Na pożegnaniu nie zabrakło także  przedstawicieli szkolnych koleżanek i kolegów śp. ks. Jacka.

Homilię, której treść publikujemy poniżej, wygłosił ks. Stanisław Oskwarek salezjanin, proboszcz krakowskiej parafii na Dębnikach.

Homilia

Droga rodzino zmarłego ks. Jacka, drodzy współbracia, drodzy bracia i siostry.

Nikt z nas nie planował dzisiejszego spotkania w tym kościele. Jesteśmy w tym miejscu, bo zaprosiła nas nasza siostra śmierć – jak ją nazywał św. Franciszek z Asyżu. W piątkowy poranek spotkała się ona ze śp. ks. Jackiem. Pan Bóg wezwał nas tu dzisiaj, aby w czasie Eucharystii podziękować za życie salezjanina – kapłana. Wszak każda Eucharystia to łaska nad łaskami: błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka (Ap 19,9).

Jako kapłani stoimy na świętej ziemi, na której można pewnie byłoby znaleźć ślady butów ks. Jacka, bo sam wiele razy w tym miejscu stawał. Najświętsza Ofiara to udział w boskim życiu. Chrystus obiecał: kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne (J 6, 54).

Przed laty świętemu Janowi Pawłowi II, który był wówczas kardynałem w Krakowie, przekazano wiadomość o śmierci ojca jednego z kapłanów. Karol Wojtyła zamilkł i pogrążył się na kilkanaście sekund w milczącej modlitwie. Po czym przygarnął tego zasmuconego księdza swoim ramieniem i powiedział: to tylko przejście. To tylko przejście.

W naszym przeżywaniu śmierci na pierwszy plan wysuwa się odejście, a Pan Jezus mówi o przyjściu: Syn człowieczy przyjdzie; przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem (J 14,3).
Chrystus osobiście się fatyguje, aby każdego z nas, pojedynczo, przyprowadzić do Domu Ojca. Tak nas kocha.
Majestat umierania jest połączony z majestatem spotkania.
My przeżywamy odejście, a zmarły przeżywa przejście;
my rozstanie, a on spotkanie.
Chrystus wprowadza człowieka w przestrzeń nowego, wiecznego życia.

W naszej wierze godzina śmierci jest godziną łaski. Pan Jezus obiecał: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1 Kor 2,9). Śmierć to dla osoby wierzącej zmiana adresu zamieszkania. Ks. Jacek przez ponad dwa lata zameldowany był w tym domu zakonnym w Oświęcimiu. A dziś za poetą (ks. Janem Twardowskim) możemy powtórzyć: on nie umarł, tylko wymknął się naszym oczom.

Dziś prosimy miłosiernego Boga, aby nowym adresem syna ks. Bosko były ogrody salezjańskie, było niebo, gdyż tam, od początku czasów, w kartotekach niebiańskich zostało zapisane jego imię. Pan Jezus powiedział przecież: jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie (Łk 10,22).

Życie śp. ks. Jacka opisują najpierw liczby: 58 lat – taki okres ziemskiego żywota wypisano na jego nekrologu; 38 lat życia zakonnego, salezjańskiego, 30 lat kapłaństwa.

Jednak bardziej niż liczby życie ks. Jacka opisują słowa. Gdyby tak opisać Go jednym słowem – był sobą, był przy tym oryginalny, był dobrym organizatorem pielgrzymek, wycieczek. Kochał słowa, bo przekładał je z języka niemieckiego na polski.

Wydawało się, że jest człowiekiem szorstkim, mocnym, ale gdy się go lepiej poznało, szybko okazywało się, że był człowiekiem wrażliwym. Był bardzo zdolny. Miał szeroką wiedzę: lingwistyczną, teologiczną, biblijną, medyczną, historyczną i praktyczną. Miał donośny i wyraźny głos, który był słyszany przez chorych w Domu Pomocy Społecznej na ul. Zielnej, gdzie był kapelanem, jak i przez kleryków w naszym salezjańskim seminarium w Krakowie gdzie był ekonomem.

Dobrze się go słuchało, mówił krótko i na temat. Był pracowity, udzielał się w duszpasterstwie. Przez wiele lat swojego życia siał Słowo Boże. Ziarna tego Słowa padały na ziemię Polską i Austriacką. Kilka razy byłem świadkiem, z jakim zaangażowaniem głosił Słowo Boże w języku niemieckim i jak tam był chętnie przyjmowany przez wiernych.

Święty Paweł w swoim liście pisze: „A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne” (Ga 6,8).

Drodzy!

Stojąc przy trumnie śp. ks. Jacka, trzeba nam się zastanowić nad znaczeniem czasu, jaki upływa między pierwszym a ostatnim dniem naszego życia. Postawmy sobie pytanie: czym wypełnić te godziny mojego zasiewu i wzrastania? Co mi przyjdzie z budowania domu, w którym nie będę mieszkał; co ze zbiorów, z których nie będę korzystał; po co uganiać się za skarbami, które mnie nie wzbogacą?

W niepewnościach, w tych ciemnościach pytań pojawia się największe pragnienie posiadania jasności, światła. Od tego momentu – kiedy zostaniemy zmuszeni do zajęcia się własną śmiercią – może się rozpocząć proces naszego sensownego, dobrego życia.

Jeden ze współczesnych biznesmenów przed kilku laty miał wypadek na nartach i z nogą w gipsie wylądował w szpitalu. Miał wreszcie czas, którego dotąd tak bardzo mu brakowało.

– Nie wstałem wtedy z łóżka z przekonaniem, że muszę zmienić swoje życie. Ale zaczął we mnie kiełkować głęboki niepokój, czy to, co robię, ma sens? Co po mnie zostanie? Imperium, które się rozleci, jeżeli ktoś nie poświęci się mu tak jak ja? Trzydzieści przedsiębiorstw z wychowanymi przez mnie menedżerami, będącymi – podobnie jak ja – niewolnikami? (…) Zrozumiałem, że stałem się niewolnikiem własnych celów!

Kto przeżył taki wstrząs, ma szansę rozpocząć zupełnie nowy etap życia. Nie bój się wyroku śmierci! Choćby ci się zdawało, że odchodzisz za wcześnie, że twoja miara lat została skrócona z nieznanego powodu, możesz być pewien, że i tak twoje życie się spełniło, bo nie ten, kto żyje najdłużej, żyje najlepiej.

Idź przez życie za światłem, którym jest Chrystus. Od tego światła nabierze innego znaczenia twoja „godzina” na ziemi. Od tego momentu zaczniesz wiedzieć, co zasiewać i dla kogo masz zbierać żniwo. I przestaniesz się wreszcie martwić, że twoje spichlerze są puste albo jest w nich niewiele.

Chrześcijanin wykorzystuje każdą chwilę, bo wie, że i w życiu, i w śmierci należy do Pana i dla Niego żyje; że dany mu czas jest czasem dla dawania świadectwa miłości; że wejdzie do przybytku wieczności wtedy, kiedy będzie przyodziany, a nie nagi – wg słów Apostoła.

Ksiądz Jacek wszedł do przybytku wieczności. Dziś go żegnamy i przypominamy sobie jego słowa, gesty, jego zachowanie. A prorok Izajasz mówi: „Jesteś drogi w moich oczach, nabrałeś wartości i ja cię miłuję” (Iz 43,4).

Gdy stoimy dziś przed trumną ks. Jacka, Bóg pragnie i nam przypomnieć, że każdy człowiek jest drogi w Jego oczach. Czy leży gdzieś na bruku, czy zasiada na papieskim tronie, czy mieszka w pałacu prezydenckim, czy jest bezdomnym, to każdy człowiek jest tak samo drogi, bo za taką samą cenę został odkupiony. Za tę samą miarę Krwi Chrystusa Pana.

Dlatego nie wolno nam wstydzić się drugiego człowieka, nie wolno poniżać drugiego człowieka, nie wolno nim pogardzać, ani wyśmiewać. Jeśli ktoś obok nas niesie krzyż, to po to, byśmy byli Szymonami z Cyreny, albo św. Weroniką, a nie żołnierzami z pretorium.

Ostatni raz widziałem ks. Jacka miesiąc temu. Był w Krakowie na pogrzebie swojego kolegi ze szkoły podstawowej. Prosił mnie wtedy, abym udostępnił mu pomieszczenie, w którym mógłby spotkać się ze swoimi koleżankami i kolegami. Starałem się ugościć godnie ks. Jacka i jego przyjaciół. Nie wiedziałem, że będzie to ostatnie pożegnalne spotkanie. Po powrocie do Oświęcimia napisał do mnie maila:

Stanisławie, bardzo dziękuję. Jeśli jestem Ci winien przysługę, to chętnie to uczynię. Spotkaliśmy się w gronie, które nie widziało się od 42 lat i pochowaliśmy kolegę, z którym też nie udało mi się zobaczyć właśnie tak długo. Ksiądz Twardowski miał rację, trzeba się spieszyć, żeby kochać ludzi, bo szybko odchodzą. Pozdrawiam. Jacek.

Panie Jezu, który nie pisałeś na komputerze, ale palcem po ziemi, wypisz na naszych sercach, modlitewną pamięć o ks. Jacku.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy, każdego i wszystkich, mocą tej Najświętszej Ofiary odprawianej przez kapłanów, rozlej swoje miłosierdzie na Jego duszę i wprowadź do Domu Ojca. Bo przecież: było, nie było, Jesteś Bogiem łaskawym. Amen.

ks. Stanisław Oskwarek sdb

Życiorys

Jacek Piotr Jurczyński urodził się w Krakowie 17 czerwca 1963 roku i  już po tygodniu 26 czerwca został ochrzczony w szpitalu św. Łazarza. Jego rodzice to Jacek Leszek Jurczyński i Cecylia Wiktoria (z domu Źróbek). Swoją edukację rozpoczął w Oświęcimiu w Szkole Podstawowej nr 8, a po przeprowadzce do Krakowa kontynuował ją w Szkole Podstawowej nr 95. Ksiądz Jacek czasami z sentymentem wspominał o pobycie i spędzonym czasie u swoich dziadków w Milówce. W czasie mieszkania w Oświęcimiu jako ministrant służył w kościele sióstr Serafitek, a także w salezjańskim kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.

Szkołę średnią, podobnie jak podstawową ukończył w dwóch miejscach dwa lata uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego nr 17 w Krakowie, a po dwóch latach po jego zamknięciu uczęszczał do Liceum nr 7 do klasy o profilu biologiczno-chemicznym. Tam też w maju 1982 roku zdał egzamin maturalny. W trakcie nauki w szkole, jako ministrant a później lektor służył w kościele Salezjanów na krakowskich Dębnikach. Swój czas dzielił na tę samą służbę w kościele Karmelitów Bosych przy ul. Rakowickiej w Krakowie, gdzie uczęszczał na katechezę i złożył egzamin maturalny z katechezy. Udzielał się także w Kole Młodzieży działającym przy kościele Karmelitów. Jego zaangażowanie i postawa nie pozostały niezauważone, czego dowodem było publicznie wypowiedziane przez ówczesnego ks. Przeora, zaproszenie do wstąpienia do nowicjatu Karmelitów Bosych. Swój szacunek i przywiązanie do Karmelitów okazał tym, że  mszę prymicyjną odprawił właśnie w tej świątyni, chociaż to nie była jego rodzinna parafia.

Latem 1982 roku rozpoczął formację w Towarzystwie Salezjańskim w nowicjacie w Kopcu koło Częstochowy. Tam w podaniu złożonym na ręce dyrektora ks. Bolesława Zycha napisał: „… jako duchowy syn Księdza Bosko, powołany do pracy wśród młodzieży, chciałbym przez nią powiększać chwałę Boża,  dodawać czci Niepokalanej Wspomożycielce, ratować zagubione dusze, a sobie wysłużyć przez to wiekuista nagrodę u Boga w niebie”. Podanie zostało przyjęte i nowicjusz Jacek Jurczyński 22 sierpnia 1883 roku złożył pierwszą profesję zakonną na trzy lata.

Po nowicjacie odbył dwuletnie studia filozoficzne w Salezjańskim Seminarium w Krakowie na Łosiówce. Pierwszą niewiadomą w formacji salezjańskiej było miejsce praktyki pedagogicznej. Kleryk Jacek został posłany do Austrii.  Od 1 sierpnia 1985 roku do 31 sierpnia 1987 roku był wychowawcą w salezjańskim internacie dla młodzieży męskiej w Wiedniu.

Po powrocie do Polski rozpoczął studia teologiczne w tym samym miejscu co filozoficzne czyli w Wyższym Seminarium Duchownym Towarzystwa Salezjańskiego w Krakowie, trwające od 1987 do 1991 roku. Jako student pierwszego roku teologii 25 maja 1988 roku zdał egzamin z języka niemieckiego co potwierdził Zarząd Krakowski Towarzystwa Wiedzy Powszechnej. Prawdopodobnie wtedy jeszcze nie przypuszczał jak asystencja w Austrii i egzamin z języka niemieckiego zaważą na jego życiu. Może trudno nazwać Austrię jego druga ojczyzną, a prawdopodobnie każdego roku tam bywał. Już od września 1987 roku aż do ukończenia seminarium w 1991 roku był lektorem języka niemieckiego na potrzeby seminarzystów.

20 sierpnia 1989 kl. Jacek Jurczyński złożył w Lądzie śluby wieczyste, a 8 grudnia 1990 roku w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny przyjął z rąk bp Kazimierza Nycza święcenia diakonatu.

Zwieńczenie drogi formacyjnej w seminarium stanowi egzamin magisterski i przyjęcie święceń kapłańskich. W podaniu do ks. Inspektora Piotra Bigusa z datą 16 marca 1991 roku dk. Jacek tak napisał: Zwracam się do Przewielebnego Księdza Inspektora z synowską, pokorną prośbą o dopuszczenie mnie do święceń prezbiteratu. Spędzony w Zgromadzeniu okres formacji, bogaty w przeżycia zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne oraz opinia mojego stałego spowiednika są podporą mojej ufności, że wytrwam wiernie w przyjętym obowiązku. Święceń kapłańskich udzielił mu w Krakowie bp. Albin Małysiak 18 czerwca 1991.

Wiele osób, które znały ks. Jacka jedynie z daleka pamiętają go jako człowieka obdarzonego silnym głosem, odnoszącego się z dużą kulturą, mówiącego krótko i noszącego kapelusz. Podczas opiniowania do posługi akolitatu kleryka Jacka oceniono w następujący sposób: zdrowy, pobożny, pracowity, chętny do pomocy w nauce, dobry organizator, sumienny, dokładny w zajęciach domowych, zdolny, w nauce pilny, uczy się bardzo dobrze, czasem robi wrażenie zbyt pewnego siebie.

Pierwszą jego placówką po święceniach kapłańskich była wspólnota, tu w Oświęcimiu (1991-1992) gdzie był nauczycielem języka niemieckiego oraz szkolnym katechetą. Prócz tych dwóch funkcji uczniowie zapamiętali ks. Jacka jako organizatora różnego rodzaju wyjazdów i pielgrzymek

Już po roku pracy śp. ks. Jacek zostaje przeniesiony do  Klagenfurtu w Austrii do parafii św. Ruperta gdzie pracuje jako wikariusz parafii, katecheta szkolny i kapelan szpitalny. Pracuje tam przez cztery lata (01.09.1992-31.08.1994), a na kolejny rok zostaje przeniesiony do Wiednia do parafii Najświętszego Serca Jezusowego w której jest wikariuszem parafii i kapelanem szpitalnym (01.09.1994-31.08.1995).

W 1995 wraca do Polski i zostaje kapelanem w Domu Generalnym Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Kietrzu (01.11.1995- 31.10.1996)

Od listopada 1996 roku zostaje ekonomem w seminarium w Krakowie, tam gdzie odbywał swoje studia (01.11.1996-15.10.1997). W tym też czasie kończy studia na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i 26 czerwca 1996 otrzymuje licencjat z teologii biblijnej, pisząc pracę pod tytułem: Bojaźń i nadzieja w biblijnym doświadczeniu wiary.

Na kolejne dwa lata zostaje zatrudniony w charakterze kapelana w Domu Pomocy Społecznej im. św. Brata Alberta w Krakowie (16.10.1997-31.10.1997), a przez kolejne dwa lata jest kapelanem w Domu Pomocy Społecznej w Więckowicach (01.11.1999-31.07.2000).

W marcu 1999 roku staje się tłumaczem przysięgłym języka niemieckiego co zostaje potwierdzone przez Prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie (11.03.1999).

Lata posługi w charakterze kapelana łączy ze studiami i pisaniem pracy doktorskiej. Ostatecznie w 2001 roku na Papieskiej Akademii Teologicznej broni pracy doktorskie z teologii biblijnej, napisanej na temat:  Obietnice Boga w snach w ramach Objawienia biblijnego. Jego promotorem, podobnie jak przy wcześniejszym licencjacie jest ks. prof. dr hab. Tadeusz Jelonek.

W 2000 roku zostaje ponownie ekonom wspólnoty filozoficznej w seminarium przy ul. Tynieckiej w Krakowie, tym razem już na dłużej bo na siedem lat (2000-2007) i jednocześnie ponownie zostaje kapelan w DPS im. św. Brata Alberta

W marcu 2002 roku, na początku na zlecenie, rozpoczyna pracę na Papieskiej Akademii Teologicznej (01.03.2002-31.05.2002). W lipcu 2002 roku zostaje przyjęty jako pracownik w Katedrze Teologii i Informatyki PAT w Krakowie na początku jako wykładowca i asystent, a od 2006 roku jako adiunkt.

W 2007 roku zostaje przełożonym zakonnej wspólnoty pw. bł. Józefa Kowalskiego w Krakowie i pełni swój urząd przez dwie kadencje czyli sześć lat (2007-2013). Po zakończeniu posługi dyrektora wspólnoty zostaje duszpasterzem w parafii pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Witowie (2013-2016), a następnie pełni tę samą funkcję w parafii pw. św. Józefa w Przemyślu (2016-2018).

Wreszcie w listopadzie 2018 roku wraca ponownie do placówki w której rozpoczął swoją posługę po przyjęciu święceń kapłańskich czy do wspólnoty pw. św. Jacka w Oświęcimiu, tu pracuje jako duszpasterz i spowiednik sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny  w Bieruniu oraz w Zgromadzeniu Córek Matki Bożej Bolesnej czyli sióstr serafitek w Oświęcimiu.

Wspomniałem o egzaminie z języka niemieckiego który odegrał ważna role w życiu śp. ks. Jacka. Praktycznie jeszcze przed zdaniem tego egzaminu rozpoczyna tłumaczyć pierwsza pozycje, dziś naliczyłem ich prawie 140. Były to książki różnego rodzaju, o różnej tematyce i różnych rozmiarów.

Świętej pamięci ks. Jacek odszedł od nas 5 lutego 2021 roku w pierwszy piątek miesiąca, w 58 roku życia, 38 roku ślubów zakonnych, 30 roku kapłaństwa. Był członkiem Polskiego Towarzystwa Teologicznego i Stowarzyszenia Biblistów Polskich.

Przeglądając jego zaangażowanie widzimy, że pełnił swoja posługę w szpitalach, Domach Pomocy Społecznej, był spowiednikiem w paru wspólnotach różnych zgromadzeń żeńskich, udzielał się w duszpasterstwie i pracy naukowej. Rodzaj podejmowanych obowiązków zamykał go na długie godziny w swoim pokoju, co lubił. W każdym z miejsc pracy chętnie organizował różnego rodzaju wyjazdy, pielgrzymki itp. i wtedy ukazywał swoje towarzyskie oblicze.

Ostatnia książka którą tłumaczył nosi tytuł: Prawda DNA Kościoła. Stając przed Bożym obliczem pozna tę prawdę dogłębnie, o sobie i o Bogu któremu obiecał swoje życie.

ks. Dariusz Bartocha sdb
Foto: ko Wojciech Zięcina sdb