ŚWIĘCI WYCHOWAWCY I WYCHOWANKOWIE DZIEŁA SALEZJAŃSKIEGO W OŚWIĘCIMIU

Wśród wychowawców i wychowanków Dzieła Salezjańskiego w Oświęcimiu zwanego kiedyś Zakładem Salezjańskim im. Księdza Bosko, byli tacy, których świętość była na tyle widoczna i udokumentowana, że Kościół zdecydował się poprowadzić proces kanonizacyjny. Prezentujemy poniżej ich życiorysy oraz zachęcamy do modlitwy za ich wstawiennictwem. Jeśli ktoś z Państwa modlił się za wstawiennictwem jednego (i tylko tego jednego co jest ważne dla potwierdzenia ewentualnego cudu) z naszych wychowawców lub wychowanków został obdarzonym cudem, prosimy o poinformowanie o tym za pomocą formularza umieszczonego na dole strony.
Autorem wszystkich portretów jest Wiesław Pająk.

MODLITWA

Postulatorów procesów kanonizacyjnych ks. Pierluigi Cameroni sdb powiedział ze swojego doświadczenia, że najskuteczniejszą jest modlitwą nowenną, czyli trwającą przez 9 kolejnych dni. Proponujemy, by w ten sposób zanosić do Boga modlitwy, za wstawiennictwem jednej z poniższych osób np. odmawiając: Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu… oraz modlitwę za wstawiennictwem wybranej osoby przez 9 kolejnych dni.

IGNACY ANTONOWICZ

Modlitwa

o beatyfikację sługi Bożego ks. Ignacego Antonowicza salezjanina.

Panie Jezu Chryste,
Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoim słudze ks. Ignacym Antonowiczu wiernemu swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tego Twojego heroicznego świadka i udzielił nam łaski ……… przez jego wstawiennictwo.
Ufni Ciebie prosimy, który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Życiorys

Ksiądz Ignacy Antoniwicz SDB
(1890-1941)

Dzieciństwo i młodość

Ignacy Antonowicz urodził się 14 lipca 1890 roku we Więcławicach jako syn Jakuba i Jadwigi Valerius. Należał do pierwszych wychowanków oświęcimskich. Według przekazu to on uratował Zakład Salezjański w Oświęcimiu przed upadkiem, wyciągając los z najwyższą nagrodą podczas loterii zorganizowanej przez ks. Franciszka Trawińskiego i oddając go salezjanom.

Droga salezjańska

Formację nowicjacką odbył w Daszawie za czasów księdza magistra Piotra Tirone. Studia filozoficzne odbył w Rzymie, gdzie również doktoryzował się później z teologii na Uniwersytecie Gregoriańskim w latach 1912 – 1916. Na praktyce asystenckiej był w Studentacie Filozoficznym w Radnej i dwa lata w Lublianie. Wyświęcony na kapłana 23 kwietnia 1916 roku w Rzymie przez biskupa Capotosti.

Po święceniach prowadził wykłady z dogmatyki w studentatach we Włoszech, w Foglizzo, a następnie w Cavaglia, do których uczęszczali także Polacy przebywający w Italii. Od 1919 roku pełnił obowiązki kapelana armii Hallera we Włoszech, Francji i w Polsce. Rok później, został profesorem w Studentacie Filozoficznym w Krakowie, a potem znowu kapelanem wojsk polskich do roku 1921, kiedy to otrzymał krzyż walecznych. W latach 1923-1924 widzimy go jako profesora teologii w Oświęcimiu i redaktora „Pokłosia Salezjańskiego”. Następnie został katechetą Zakładu oświęcimskiego, a później dyrektorem zakładu i gimnazjum salezjańskiego w Aleksandrowie. W kolejnych latach sprawował urząd dyrektora w Różanymstoku. Od roku 1934 pełnił funkcję dyrektora Salezjańskiego Instytutu Teologicznego w Krakowie oraz radcy inspektorialnego.

Wzorowy w życiu zakonnym pod każdym względem, taktyczny pedagog, poszukiwany jako kierownik dusz w konfesjonale, wybitny jako profesor. Cieszył się ogólnym uznaniem. Uwięziony został gdy wracał z posługi duchowej jako spowiednik sióstr zakonnych.

Aresztowanie

W tragicznym dniu 23 maja 1941 roku, w samą wigilię uroczystości ku czci Wspomożycielki Wiernych, podziela los kilkunastu salezjanów krakowskich. Jako dyrektor domu przy ul. Tynieckiej 39, został aresztowany i osadzony razem z innymi w więzieniu Montelupich w Krakowie. Tutaj błazeńskie procesy, ohydne bluźnierstwa i bestialskie pastwienie się nad zupełnie bezbronnymi i niewinnymi salezjanami wyczerpały i księdza Antonowicza.

Po krótkim pobycie w więzieniu w Krakowie przewieziono go razem z innymi do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Wrócił do miasta, w którym czterdzieści lat temu po raz pierwszy przekroczył próg salezjańskiego domu. Wtedy jako mały chłopiec, dziś, jako mąż w sile wieku i pełni sił duchowych, jako dzielny syn księdza Bosko.

Męczeństwo i śmierć

Dzień 27 czerwca 1941 roku – zaczął się dla kilku salezjanów Golgotą – kopanie, przynaglanie
do pośpiechu, bicie. Upał tego dnia był straszny, to jeszcze więcej odbierało siły, wyczerpywało. Nastąpiły dalsze tortury. Już czterech salezjanów zostało zamordowanych księża: Jan Świerc, Ignacy Dobiasz, Franciszek Harazim, Kazimierz Wojciechowski. Zdawałoby się, że krwiożerczy Franz da spokój innym ofiarom. Ale myliłby się ten, kto by tak sądził. Przyszła kolej na księdza dyrektora Ignacego Antonowicza. Doznał on licznych obrażeń na całym ciele. Twarz miał wprost nie do poznania, spuchniętą i posiniaczoną od bicia. Długo trwały jego męczarnie. Nie zakończyły się jednak jego śmiercią, bo około godziny 16.00 zjawił się w pobliżu obozu komendant obozu, coś powiedział esesmanom i odjechał. Zaszło coś niespodziewanego. Po tej wizycie już tak nie bito, nie kopano, nie popędzano, a nawet rozeszła się wiadomość, że księża pozostali przy życiu mają być zwolnieni z karnej kompanii.

Praca tego dnia dobiegła końca. Wrócono do obozu i znowu nastał straszny apel. Ksiądz Konieczny został uderzony i stracił przytomność, a tymczasem dowódca karnej kompanii wywołał przed szeregi zupełnie wyczerpanego księdza Antonowicza, kazał padać na ziemię i powstawać bez końca. Wreszcie poszczuł psem, który zerwał z nieszczęśliwca płaty skóry i kawałki ciała. Nieprzytomnego księdza Ignacego odniesiono na „rewir”.

Ksiądz Ignacy Antonowicz zmarł 21 lipca 1941 roku w 51 roku życia, 34 ślubów zakonnych i 25 kapłaństwa. Nosił numer obozowy 17 371.

Proces beatyfikacyjny

Ksiądz Ignacy Antonowicz jest jednym z 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 rozpoczął się drugi proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej. 24 maja 2011 w Pelplinie zakończył się etap diecezjalny, a wszystkie dokumenty przesłano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

ANTONI BARANIAK

Informacja

Rozpoczynamy proces beatyfikacyjny ks. abp. Antoniego Baraniaka, męczennika systemu komunistycznego, prześladowanego i torturowanego w więzieniu przez stalinowskich śledczych – poinformował  6 października 2017 roku przewodniczący KEP ks. abp Stanisław Gądecki.

Metropolita poznański mówił o tym w Belwederze podczas sesji naukowej upamiętniającej ks. abp. Baraniaka z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy.

Życiorys

Wkrótce.

IGNACY DOBIASZ

Modlitwa

o beatyfikację sługi Bożego ks. Ignacego Dobiasza salezjanina.

Panie Jezu Chryste,
Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoim słudze ks. Ignacym Dobiaszu wiernemu swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tego Twojego heroicznego świadka i udzielił nam łaski ……… przez jego wstawiennictwo.
Ufni Ciebie prosimy, który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Życiorys

Ksiądz Ignacy Dobiasz SDB (1880 – 1941)

Dzieciństwo i młodość

Ksiądz Ignacy Dobiasz syn Ignacego i Joanny z Jaroszków przyszedł na świat 14 stycznia 1880 roku w Ciochowicach. Pochodził z licznej rodziny, miał sześcioro rodzeństwa. Ośmioklasową szkołę powszechną chlubnie ukończył w swojej rodzinnej miejscowości. Zdolnemu chłopcu udało się potem, z pomocą księdza proboszcza i rodziców wyjechać do Italii, gdzie w szkołach salezjańskich uczył się i studiował, co przygotował go do pracy kapłańskiej w Zgromadzeniu Salezjańskim.

O tym Zgromadzeniu marzył już od najwcześniejszych lat, pociągnięty zwłaszcza przykładem innych synów śląskiej ziemi, pracujących już na salezjańskiej niwie, wśród nich był między innymi późniejszy kardynał August Hlond.

Droga salezjańska

Ukończywszy gimnazjum w Valsalice i w 1898 roku wstąpił do nowicjatu w Ivrei. Sutannę otrzymał tamże z rąk biskupa Jana Cagliero salezjanina. Również w tej samej miejscowości, 6 października 1900 roku, złożył śluby zakonne, natomiast śluby wieczyste złożył 21 września 1903 roku w Lanzo Torinese, poświęcając się Bogu na całe życie.

Studia filozoficzne odbył w Ivrei, a trzechletnią praktykę pedagogiczną w San Benigno Canavese. Studia teologiczne ukończył w Foglizzo. 28 czerwca 1908 roku otrzymał z rąk arcybiskupa Filipello święcenia kapłańskie. Nabyte wykształcenie filozoficzne i teologiczne uzupełnił jeszcze studiami na Akademii Rolnictwa w Turynie, które uwieńczył otrzymaniem dyplomu z agronomii.

Po otrzymaniu święceń kapłańskich w tym samym roku wrócił do Polski, by w Ojczyźnie oddać się pracy na rzecz ukochanej młodzieży.

Pracował kolejno w różnych placówkach: w Oświęcimiu jako katecheta szkół miejskich, w Daszawie, w Przemyślu, w Krakowie najpierw na placówce w Płaszowie, później w seminarium jako wikariusz i katecheta, w Warszawie jako wikariusz i w końcu ponownie w Krakowie, gdzie przebywał aż do chwili swojego uwięzienia.

Ksiądz Ignacy jest jednym z tych salezjanów, których życie nie upływało na piastowaniu wielkich i zaszczytnych stanowisk, ale na cichej i pokornej pracy. Można powiedzieć, iż głównymi zajęciami w jego pracy apostolskiej były nauczanie i spowiadanie. Nauczał różnych przedmiotów, łącznie z łaciną, której uczył już we Włoszech, będąc jeszcze klerykiem.

Drugim głównym jego zajęciem była posługa spowiedzi; nie będąc najlepszym mówcą, wybrał konfesjonał za uprzywilejowany teren swojej pracy apostolskiej. Jego cierpliwość, dobroć, wyrozumiałość i wielka znajomość ludzkiej duszy uczyniły go jednym z najlepszych spowiedników, służących tą posługą młodzieży i starszym współbraciom. Był zwłaszcza doceniany przez tych ostatnich. Wielu starszych od niego kapłanów spieszyło do niego, aby przed jego ojcowskim sercem otwierać swoje dusze.

Studentom teologii i młodym kapłanom dał się poznać jako dobry znawca zagadnień z dziedziny teologii moralnej, lecz głównie konfesjonał był dla niego katedrą, gdzie kształtował dusze na wzór Chrystusowy. Posługiwał w nim przez wiele godzin, dobrowolnie pozbawiając się nieraz regularnego posiłku i odpoczynku. Poza tym był to przykład wielkiego poświęcenia i zaparcia się siebie.

Te jego cnoty zajaśniały przede wszystkim na parafii dębnickiej w Krakowie, gdzie pozostawił po sobie pamięć o niezmordowanym pracowniku Bożym, którego Opatrzność uwieńczyła koroną męczeńską.

Aresztowanie

Aresztowany wraz z innymi salezjanami owego pamiętnego dnia, 23 maja 1941 roku, w wigilię uroczystości Wspomożycielki Wiernych, do której siebie i wiernych przygotowywał z wielką gorliwością, po krótkim pobycie w krakowskim więzieniu, został wysłany z pozostałymi salezjanami do obozu śmierci w Auschwitz, z którego nie było mu już dane powrócić. Jego aresztowanie i skazanie na obóz było zupełnie bezpodstawne.

Męczeństwo i śmierć

W obozie zagłady nie przebywał długo. Już w następnym dniu, po przywiezieniu do obozu z Krakowa, został w bestialski sposób zamordowany, w czasie wykonywania morderczej i wyczerpującej pracy. Ten męczeński akt miał miejsce 27 czerwca 1941 roku. Ten to dzień został zapisany purpurą krwi w historii polskich salezjanów.

Oto jak opisuje owo męczeństwo księdza Ignacego naoczny świadek: Drugą ofiarą pamiętnego dnia 27 czerwca 1941 roku był ksiądz Ignacy Dobiasz. Był starszym 60-letnim kapłanem, chorowitym i wyczerpanym. Nie mógł podołać nałożonej nań pracy. Często przystawał, odpoczywał… Tym zwrócił na siebie uwagę oprawców. „Aha, tobie również nie chce się pracować!” Odezwał się kapo: „Oczywiście łatwiej jest ogłupiać, okradać, niż przykładać się do roboty! Zaraz ci pomogę! Nuże, ładuj kamienie! Biegiem do dołu!”

Ostatnim wysiłkiem spełnia rozkaz kapo. Ale taczki już nie jest w stanie odwieźć. Widząc to, krwawy Franz począł czcigodnego starca okładać kijem. Ten z trudem dowlókł się do brzegu głębokiego dołu, taczki jednak wywrócić nie zdołał… Franz zepchnął go w dół… Po długich staraniach, bez przerwy bity, wywlókł się na wierzch… Teraz kapo tak długo katował swoją ofiarę, aż ta wyzionęła ducha. Słowa modlitwy popłynęły z naszych ust do Boga, za spokój jego duszy!

Ksiądz Ignacy Dobiasz zmarł 27 czerwca 1941 roku w 61 roku życia, 41 ślubów zakonnych i 33 kapłaństwa.
Nosił numer obozowy 17 364.

Proces beatyfikacyjny

Ksiądz Ignacy Dobiasz jest jednym z 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 rozpoczął się drugi proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej. 24 maja 2011 w Pelplinie zakończył się etap diecezjalny, a wszystkie dokumenty przesłano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

KAROL GOLDA

Modlitwa

o beatyfikację sługi Bożego ks. Karola Goldy salezjanina.

Panie Jezu Chryste,
Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoim słudze ks. Karolu Goldzie wiernemu swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tego Twojego heroicznego świadka i udzielił nam łaski ……… przez jego wstawiennictwo.
Ufni Ciebie prosimy, który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Życiorys

Ksiądz Karol Golda SDB (1914 – 1942)

Dzieciństwo i młodość

Ksiądz Karol Golda urodził się w Tychach na Śląsku 23 grudnia 1914 roku, syn Ludwika i Anny z domu Świerczyk. Pierwsze lata szkolne spędził w miejscowości rodzinnej, następnie uczęszczał do gimnazjum w Pszczynie. Z najmłodszych lat zachowało się jedno charakterystyczne powiedzenie. Lubił przebywać na miejscach wzniesionych. Zapytany, co go tam ciągnie, odpowiedział: Ja muszę zdążać w górę.  Odznaczał się budującą pobożnością. Często przystępował do Komunii świętej, z przyjemnością adorował Najświętszy Sakrament.

Pewnego razu zetknął się z wychowankami salezjańskimi z Oświęcimia. Ich opowiadania o wspólnym życiu w internacie i szkole urzekły go. Miał wtedy 13 lat. Postanowił dostać się do Oświęcimia za wszelką cenę. Odpowiedzialni za internat odrzucili jego prośbę. Osobiście udał się do księdza Dyrektora i został przyjęty, ale warunkowo. To mu wystarczyło. Rodzice tłumaczyli mu, że życie zakładowe (internat i szkoła) może być dla niego nieodpowiednie, za ciężkie. Roztaczali przed jego oczyma widoki wygodnej przyszłości w świecie. Czuli  już jednak, że w duszy i sercu ich syna narodziło się pragnienie poświęcenia się Bogu na całe życie. Wtedy młodziutki Karol powtarzał im słowa świętego Stanisława Kostki: Zdaje mi się, że do wyższych rzeczy jestem stworzony.

Od tej chwili Bóg poprowadził go drogą nie zawsze wygodną, ale za to pewną. Drogą prawdy i zbawienia. Lata szkolne, aż do szóstej klasy włącznie upłynęły Karolowi na pilnym poznawaniu nauki i ciągłym postępie moralnym. Cechowały go w tym okresie: sumienność w spełnianiu swoich obowiązków oraz serdeczny stosunek do przełożonych i kolegów. Był także dobrym sportowcem, okazywał przy tym wielka zręczność, siłę i wdzięk.

Droga salezjańska

Mając zaledwie 16 lat, został przyjęty do nowicjatu Zgromadzenia Salezjańskiego w Czerwińsku. Jeden z jego kolegów napisał o nim: Mimo swego młodziutkiego wieku dowiódł, iż sprawę kształtowania swego ducha pojmował zupełnie na serio.

W dniu 23 lipca 1932 roku złożył śluby czasowe kończące nowicjat. Dalszą formację uzupełnił w Marszałkach, skończył tutaj ostatnie dwie klasy gimnazjalne. Następnie gruntownie studiował filozofię i przedmioty ścisłe. W stosunku do kolegów był nadzwyczaj uczynnym. Pomagał słabszym nie tylko w nauce, ale nawet w ubocznych zajęciach. Nic też dziwnego, że otrzymał od przełożonych bardzo pochlebne świadectwo: Kleryk Karol Golda – odznacza się dobrym duchem, bardzo uzdolniony, lubi matematykę i filozofię, gotów jest do każdej pracy.

Ta opinia umożliwiła mu w przyszłości wyjazd do Rzymu na studia na Uniwersytecie Gregoriańskim. Po maturze został wysłany praktykę wychowawczą tzw. asystencję do Daszawy do pracy wśród chłopców. Dopiero tam miał okazję pokazania swoich zdolności wychowawczych. Wszystkie dotychczas zdobyte wiadomości pedagogiczne wykorzystał w całej pełni. Jego zamiłowanie do sportu gromadziło wokół niego dziesiątki chłopców. Potrafił ich zorganizować, rozruszać najbardziej powolnych i ociężałych. Wszędzie był obecny, nad wszystkim czuwał, ospałych zachęcał, co gorętszych uspokajał, a wszystko to czyni z taką dobrocią i sprawiedliwością w czynie, że nikt nie protestował, nie gniewał się, nie krzywił, ale każdy przyjmował uwagi z życzliwością.

Zrozumiałym się stało, że przy tak wybitnych uzdolnieniach przełożeni skrócili mu praktykę pedagogiczną, wysyłając jednocześnie kleryka Karola w roku 1935 na studia teologiczne do Rzymu. Tutaj zgłębianie wiedzy teologicznej było jego głównym zajęciem. Nie rozpraszał swego umysłu ubocznymi zainteresowaniami. To pozwoliło mu na zrozumienie wielu zawiłych kwestii. Ulubionymi jego przedmiotami to dogmatyka i Pismo święte.

18 grudnia 1938 roku otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa Rotolo w salezjańskiej bazylice Sacro Cuore w Rzymie. Odprawił nazajutrz Mszę św. w Katakumbach św. Kaliksta. Uzyskawszy licencjat fakultetu teologicznego, wrócił do kraju w lipcu 1939.

Wybuch wojny zastał go w Poznaniu. Wraz z innymi udał się do zakładu salezjańskiego w Lądzie. Podczas działań wojennych zachował zadziwiający spokój, czyniąc dobrze wszystkim wokoło. W październiku wrócił do Poznania i tu pomagał w pracy duszpasterskiej w kościele salezjańskim przy ul. Wronieckiej.

Pragnie wyjechać na dalsze studia biblijne, jednakże nie otrzymał od władz niemieckich pozwolenia. Wtedy to przełożeni mianowali go radcą (kierownikiem studiów) dla grupy teologów w Oświęcimiu. Ksiądz Karol z właściwą sobie powagą pojął i wykonywał swój obowiązek. Poza tym ochotnie udzielał się wszelkiej posłudze kapłańskiej. Przez pewien czas obsługiwał parafię mysłowicką. Pobożność swoją pogłębiał coraz bardziej. Całym sercem ukochał wspólne życie zakonne. W nim doznawał ciepła i atmosfery rodzinnej, którego jest spragnione serce każdego człowieka.

Aresztowanie

31 grudnia 1941 roku został aresztowany przez gestapo i osadzony w pobliskim obozie śmierci w KL Auschwitz. Powód aresztowania był szczególny. Ksiądz Karol gorliwie przesiadywał w konfesjonale, jednając ludzi z Bogiem. Służył wszystkim, nie wyłączając osób mówiących językiem niemieckim. I oto od pewnego czasu począł dość często spowiadać się u niego jeden z żołnierzy niemieckich. Był to szczery katolik, wcielony do armii niemieckiej. Wiadomo zaś o tym było, że regulamin wojskowy z czasów Hitlera zabraniał żołnierzom przystępować prywatnie do sakramentów świętych. Prócz tego księżom polskim nie wolno było udzielać posług kapłańskich Niemcom. Ksiądz Karol zdawał sobie sprawę z przykrych następstw, które go czekały z tego powodu. Bystre oko gestapo wyśledziło wnet przestępstwo polskiego księdza. Ksiądz Karol został aresztowany i poprowadzony do obozu koncentracyjnego, penitenta zaś wysłano na wschodni front.

Męczeństwo i śmierć

Ksiądz Karol przeszedł pięć miesięcy prawdziwego męczeństwa, w którego czasie nie oszczędzono mu tortur i bunkra głodowego. Wśród samych miejscowych SS-manów panowała opinia, że ksiądz Golda zginął jako ofiara tajemnicy spowiedzi.

Jeden ze współbraci tak o nim napisał: Padł na posterunku kapłańskim. Nadprzyrodzona miłość kazała mu go objąć. Jeśli całe jego życie było panowaniem woli nad drażniącą sytuacją i nerwami, to w ten sposób heroiczny dokazał tego w ostatnich obozowych przeżyciach. Hołd jego świętej, niezłomnej kapłańskiej woli oddać musieli nawet złowrogo nastawieni względem niego ludzie.

14 maja 1942 roku zginął w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu ks. Karol Golda, młody, bo zaledwie 28 lat liczący salezjanin. Męczeńska i bezlitosna śmierć wyrwała z szeregów salezjańskich pełnego energii kapłana, wzorowego zakonnika i utalentowanego wychowawcę.

Zginął w 28 roku życia, 9 profesji zakonnej i w 3 kapłaństwa.
Nosił numer obozowy 18160.

Proces beatyfikacyjny

Ksiądz Karol Golda jest jednym z 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 rozpoczął się drugi proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej. 24 maja 2011 w Pelplinie zakończył się etap diecezjalny, a wszystkie dokumenty przesłano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

FRANCISZEK HARAZIM

Modlitwa

o beatyfikację sługi Bożego ks. Franciszka Harazima salezjanina.

Panie Jezu Chryste,
Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoim słudze ks. Franciszkowi Harazimowi wiernemu swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tego Twojego heroicznego świadka i udzielił nam łaski ……… przez jego wstawiennictwo.
Ufni Ciebie prosimy, który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Życiorys

Ksiądz Franciszek Harazim SDB
(1885-1941)

Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby uratować, choć niektórych (1 Kor 9, 22). Sługa Boży ks. Franciszek od początku swoich dni uczony był chrześcijańskich wartości w domu rodzinnym. Codziennie z rodzicami klękał do modlitwy i tak pogłębiał swoją relację z Panem Bogiem. Regularne przystępowanie do sakramentów świętych było dla niego pewną drogą do spotkania z Bogiem w wieczności. Spowiedź była właśnie ostatnim sakramentem, który przyjął za życia.

Dzieciństwo i młodość

Franciszek urodził się 22 sierpnia 1885 r. w miejscowości Osiny na Śląsku jako syn Karola i Marii z domu Sojka. Tworzyli tradycyjną śląską rodzinę, w której razem modli się i pracowali oraz dbali o wspólny dom. Zdolny Franciszek w wieku 16 lat został przyjęty do salezjańskiej szkoły w Oświęcimiu. Jeszcze dwóch jego braci uczyło się w tej samej szkole. Tam jego życie duchowe rozwijało się. Był człowiekiem wrażliwym na piękno i utalentowanym. Z okazji różnych uroczystości szkolnych pisał mowy pochwalne (pangegiryki), które cieszyły się uznaniem ze strony uczniów i nauczycieli.

Droga salezjańska

Po zakończeniu nauki szkolnej wstąpił do nowicjatu i 27 stycznia 1907 r. złożył pierwsze śluby zakonne. Jeden rok praktyki pedagogicznej tzw. asystencji spędził w Oświęcimiu, a kolejny w Turynie, gdzie pracował w redakcji Biuletynu Salezjańskiego. Studia teologiczne odbył w Foglizzo Canavese, po ich ukończeniu otrzymał święcenia kapłańskie 29 maja 1915 r. w Ivrei z rąk biskupa Filipello. Jako kapłan wrócił do Polski i został skierowany do Zakładu Salezjańskiego w Oświęcimiu, w którym pracował jako nauczyciel. Następnie pełnił funkcję dyrektora gimnazjum, a od 1918 r. był radcą (kierownik studiów) Studentatu Filozoficznego na „Łosiówce” w Krakowie, a w 1920 r. został jego dyrektorem.

W 1922 r. objął urząd dyrektora gimnazjum w Aleksandrowie Kujawskim. Po 16 latach powrócił do Krakowa, ponownie pełni funkcję radcy i wykładowcy w seminarium salezjańskim. Został zapamiętany jako przełożony taktowny, delikatny i pokorny. Nie wynosił się nad innych. Przez współbraci był szanowany i poważany, przez młodych lubiany i słuchany. Liczono się poważnie z jego zdaniem. Był duchowym filarem Zgromadzenia Salezjańskiego w Polsce. Jego talent literacki ujawnił się między innymi w tekstach napisanych do granego przez pokolenia salezjanów Misterium Męki Pańskiej, do którego muzykę napisał ks. Antoni Hlond (Chlondowski) salezjanin. Ksiądz Franciszek podpisywał się pod swoimi dziełami jako Franciscus Silesius.

Męczeństwo i śmierć

Druga wojna światowa rozpoczęła drogę jego męczeńskiej śmierci. Został aresztowany przez gestapo 23 maja 1941 r. i umieszczony w więzieniu Montelupich w Krakowie. Wraz z innymi współbraćmi 26 czerwca 1941 r. został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Tam już drugiego dnia pobytu, jako członek kompanii karnej, trafił w ręce bezwzględnego kapo. Więźniowie zwozili kamienie do rowu. Ksiądz Franciszek został zrzucony do niego wraz z naładowaną taczką. Leżąc w dole z połamanymi rękami i nogami, był bity przez kapo ciężkim drągiem. Oprawca jedyne pozwolił, aby przywołano innego więźnia, salezjanina ks. Józefa Wybrańca, by ten wyspowiadał umierającego ks. Franciszka. Zbity na śmierć ks. Franciszek umierał, słysząc bluźniercze obelgi ze strony bezwzględnego kapo. Przed śmiercią został rozgrzeszony przez współbrata w miejscu, gdzie innym wydawało się, że Boga nie ma. Całe życie wiernie przystępował do sakramentów. W ostatniej godzinie życia także otrzymał łaskę spowiedzi. Został zabity razem z ks. Kazimierzem Wojciechowskim, kiedy obydwu duszono belką przyłożoną do gardeł. Jego ciało spalono w jednym z krematoriów. Jego miłość do braci wytrzymała aż do śmierci.

Ksiądz Harazim zginął 27 czerwca 1941 w 56 roku życia, w 34 profesji zakonnej i po 26 latach kapłaństwa.
Jego numer obozowy to 17 375.

Proces beatyfikacyjny

Ksiądz Franciszek Harazim jest jednym z 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 rozpoczął się drugi proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej. 24 maja 2011 w Pelplinie zakończył się etap diecezjalny, a wszystkie dokumenty przesłano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

ANTONI HLOND

Modlitwa

o beatyfikację Sługi Bożego kard. Augusta Hlonda salezjanina.

Boże, nasz Ojcze, dziękuję Ci za to, że dałeś naszej Ojczyźnie Kardynała Augusta Hlonda, Biskupa i Prymasa Polski, wielkiego i żarliwego czciciela Niepokalanej Dziewicy, Matki Twojego Syna i naszej Matki, oraz że uczyniłeś go troskliwym ojcem i opiekunem Polonii Zagranicznej. Racz wzbudzić i w moim sercu gorącą miłość ku Tobie i synowską cześć ku Maryi Wspomożycielce Wiernych, a dla wsławienia Twojego Imienia racz mi udzielić za wstawiennictwem Kardynała Augusta łaski ………., o którą pokornie proszę.

Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu.

Życiorys

Wkrótce. 

JÓZEF KOWALSKI

Modlitwa

o uproszenie łask przez wstawiennictwo błogosławionego ks. Józefa Kowalskiego salezjanina.

Panie Jezu Chryste,
Ty błogosławionemu Józefowi męczennikowi dałeś udział w swojej męce przez wytrwałe, aż do śmierci znoszenie udręk i prześladowań dla chwały Twojego Imienia. Za jego przyczyną umocnij naszą wiarę i udziel łaski ………., o którą Cię z ufnością prosimy. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

Życiorys

Błogosławiony Ksiądz Józef Kowalski sdb (1911-1942)

Cierpieć i być wzgardzonym – słowa te zapisał młody kleryk Józef w swoim pamiętniku, zaraz pod małym krzyżem nakreślonym własną krwią, stały się jego mottem życiowym. O wytrwałym i permanentnym dążeniu do świętości świadczą między innymi słowa zapisane w 1930 r. w jego w tym samym pamiętniku: O mój Drogi Jezu, daj mi wolę wytrwałą, stanowczą, silną, bym zdołał wytrwać przy swoich świętych postanowieniach i zdołał dopiąć szczytnego ideału świętości, jaki sobie zakreśliłem. Ja mam i muszę być świętym.

Dzieciństwo i młodość

Józef Kowalski urodził się 13 marca 1911 roku w Siedliskach koło Rzeszowa. Był synem Wojciecha i Zofii z Borowców. Po ukończeniu szkoły podstawowej zgodnie z wolą rodziców rozpoczął naukę w Zakładzie Salezjańskim imienia Księdza Bosko w Oświęcimiu. Wśród kolegów wyróżniał się bystrością umysłu, pobożnością i pilnością.

Poniżej znajdziemy kilka opisów z pobytu Józefa Kowalskiego w oświęcimskiej szkole zaczerpniętych z książki napisanej przez Jaromina Kwiatkowskiego (Miał być i jest świętym. Fragmenty ze stron 28-33).

Po ukończeniu przez Józusia czwartej klasy Szkoły Ludowej w Siedliskach pobożni rodzice – za radą krewnego z rodziny matki, kleryka Jana Domino z Babicy, salezjanina – widząc kiełkujące w synu powołanie kapłańskie, posyłają go do gimnazjum klasycznego przy Zakładzie Salezjańskim im. Księdza Bosko w Oświęcimiu. (…)

Taka podróż musi być dla 11-letniego chłopca dużym przeżyciem. Przede wszystkim dlatego, że zapewne ma on świadomość, iż odtąd musi sobie radzić sam, z dala od kochającej rodziny. Początki muszą być trudne, skoro – jak wspomina siostrzeńca Maria Tłuczek: W szkole w Oświęcimiu siedział i płakał pod murem, bo nie miał mleka, a mleko bardzo lubił. (…)

Wśród salezjańskich wychowanków wyróżnia się bystrością umysłu, pilnością, pobożnością i aktywnością. Prowadzi kolegów na Nawiedzenie Najświętszego Sakramentu, należy do Towarzystwa Niepokalanej, jest głównym animatorem i przewodniczącym działającego na terenie szkoły Towarzystwa Misyjnego, gra na skrzypcach i  w orkiestrze dętej, jest solistą zakładowego chóru, występuje w teatrzyku szkolnym. Ma żywy temperament, jest prostolinijny, na rekreacji bardzo aktywny, nawet nieco zadziory i pobudliwy w czasie gry, lubi akcentować swoje racje. (…)

Kolega z czasów oświęcimskich, ks. Stanisław Wilkosz, podkreśla, że przyszły Błogosławiony uważał za swój najważniejszy obowiązek dobrze się uczyć. W czasie rekreacji Józio biegał, krzyczał, grał w piłkę i całkowicie oddawał się zabawie, ale po dzwonku, pochyliwszy się nad książką i zapomniawszy o całym święcie, oddawał się nauce – wspomina ks. Wilkosz. (…)

Jest wpatrzony w postać św. Dominika Savio, naśladuje go nie tylko w zdobywaniu wiedzy i świętości, ale także w promieniowaniu przykładem, jaki daje otoczeniu.

Już pod koniec pobytu w Zakładzie w Oświęcimiu przyszły Błogosławiony z siedlisk zaczyna prowadzić osobiste zapiski. Ich charakter ewoluuje. W notesiku zatytułowanym „Servite Domino in leatitia” (Służcie Panu w radości) zapisuje różne wesołe opowiadania i anegdoty. Najciekawsze zapiski zawarte są w „Notesach zastrzeżonych” prowadzonych przez kilkanaście lat aż do 1941 roku. (…)

Wśród nich m.in. takie: Bez silnego postanowienia człowiek jest jak młyn bez wody. (…)

Dusza ludzka jest jak pszczoła, która szuka słodyczy na gorzkich kwiatkach. (…)

Ksiądz Józef Walawski, salezjanin pierwszy biograf Błogosławionego, podsumowuje okres pobytu Józefa Kowalskiego w Zakładzie w Oświęcimiu następująco: Najważniejszym chyba, że nie było w nim chełpliwości i naturalnego w tym wieku, budzącego się „co to ja” ! Poza tym koleżeński i szczerze umiejący się modlić. I dodaje: Nikogo przeto nie zdziwiło, kiedy w 1927 roku Józio, jako wychowanek Zakładu ks. Bosko w Oświęcimiu złożył na ręce Księdza Dyrektora podanie, prosząc o przyjęcie do Salezjańskiego nowicjatu w Czerwińsku n/Wisłą.

Droga salezjańska

Po pięciu latach wstąpił do nowicjatu Salezjańskiego w Czerwińsku i po jego ukończeniu 24 lipca 1928 złożył śluby zakonne na ręce ks. Antoniego Hlonda.

Studiował filozofię i teologię w salezjańskim seminarium Krakowie. Śluby wieczyste złożył 29 czerwca 1934, a 29 maja 1938 przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. biskupa Stanisława Rosponda.

Jako kapłan powierzono mu obowiązki sekretarza inspektorialnego za kadencji   prowincjała ks. Adama Cieślara oraz bardzo chętnie angażował się w pracę duszpasterską, szczególnie wśród młodzieży męskiej w parafii św. Stanisława Kostki w Krakowie. Podczas okupacji władze niemieckie, zaniepokojone gorliwą działalnością duszpasterską salezjanów na Dębnikach, szczególnie wśród młodzieży męskiej, postanowiły ją zlikwidować.

Aresztowanie

Niemcy postanowili zlikwidować działalność wychowawcą salezjanów na Dębnikach stąd gestapowcy pod przewodnictwem Siberta i Procnera 23 maja 1941 roku o godz. 20.00 aresztowali ks. Józefa Kowalskiego i 11 innych salezjanów pracujących w parafii oraz w Seminarium przy ul. Tynieckiej 39 w Krakowie.

Aresztowanych zamknięto najpierw w więzieniu na Montelupich w Krakowie, skąd po miesięcznym śledztwie i torturach, wywieziono 26 czerwca do obozu w KL Auschwitz.

Męczeństwo i śmierć

Ksiądz Józef Kowalski, który jako kleryk pragnął z miłości do Chrystusa cierpieć, nie załamał się ani nie utonął w oceanie cierpienia obozowego. Na drugi dzień po przybyciu do obozu, 27 czerwca 1941 r., zbrodniarze urządzili w karnej kompanii na żwirowisku przed budującym się teatrem potworną masakrę, podczas której na oczach ks. Józefa Kowalskiego w okrutny sposób zamordowali wszystkich przybyłych z nim Żydów oraz czterech z 12 salezjanów: ks. Jana Swierca, ks. Ignacego Dobiasza, ks. Franciszka Harazima i ks. Kazimierza Wojciechowskiego.

Po tej wstrząsającej zbrodni ks. Józef, zwolniony z innymi jeszcze żyjącymi salezjanami z karnej kompanii napisał do swoich rodziców 29 czerwca 1941 roku: Bądźcie o mnie spokojni, jestem w ręku Boga.

Naoczny świadek ks. Konrad Szweda takie o nim dał świadectwo: ks. Józef Kowalski nie załamał się, ale zachował w obozie godność człowieka i kapłana i potrafił być sobą, choć za to był bity, pomagał innym, choć przyjmował za to chłostę i jako gorliwy kapłan, mimo surowego zakazu, rozgrzeszał konających, dodawał odwagi zrezygnowanym, pocieszał psychicznie załamanych, oczekujących wyroku śmierci.

31 maja 1942 roku część księży wywieziono do obozu koncentracyjnego do Dachau. Księdza Józefa z tej grupy wykluczono. Stało się tak, ponieważ mimo rozkazu nie odrzucił i nie podeptał różańca. Za ten czyn heroiczny ks. Kowalski został ukarany wcieleniem do kompanii karnej, w której doznawał kolejnych szykan i upokorzeń. Dla rozrywki oprawcy zrzucili go z wysokiego nasypu do głębokiego, bagnistego dołu. Po chwili wyciągnęli ks. Józefa, od stóp do głów ubrudzonego błotem i bijąc kijami, przepędzili pod dużą beczkę. Kapo nakazał kapłanowi, aby wszedł do środka i wygłosił z niej kazanie. Ksiądz Józef pokornie uklęknął, uczynił znak krzyża i zaczął po kolei odmawiać modlitwy.

Następnego dnia 4 lipca 1942 roku został zmasakrowany i utopiony w beczce z fekaliami. Jego ciało zostało spalone w krematorium.
Nosił numer obozowy 17 350.

Proces beatyfikacyjny

Ksiądz Józef Kowalski został beatyfikowany przez św. Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r. w Warszawie w grupie 108 polskich męczenników.

EDWARD KLINIK

Modlitwa

o uproszenie łask przez wstawiennictwo błogosławionego Edwarda Klinika, jednego z 5 błogosławionych wychowanków oratorium.

Błogosławieni oratorianie, którzy oddaliście życie dla przyjaźni z Jezusem, prosimy Was o pomoc dla naszych przyjaciół, bliskich, znajomych i nieznajomych, którzy oddalili się od Niego. Wyproście im łaskę powrotu, a wszystkim nam dar wiernej przyjaźni z Bogiem do końca naszych dni. Amen. Maryjo Wspomożenie Wiernych – módl się za nami!. Amen.

Życiorys

Wkrótce. 

FRANCISZEK MIŚKA

Modlitwa

o beatyfikację sługi Bożego ks. Franciszka Miśki salezjanina.

Panie Jezu Chryste,
Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoim słudze ks. Franciszkowi Miśce wiernym swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tego Twojego heroicznego świadka i udzielił nam łaski ……… przez jego wstawiennictwo.
Ufni Ciebie prosimy, który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Życiorys

Ksiądz Franciszek Miśka SDB (1898-1942)

Człowiek wielkiego ducha i mądrości. Ksiądz Franciszek miał w sobie wiele optymizmu. Wiara pomagała mu przezwyciężać trudy okupacji i prześladowań od czasu obozu w Lądzie aż do męczeńskiej śmierci w Dachau. Pod koniec jego życia, to on umacniał w wierze swoich braci i był przykładem jak być wiernym aż do śmierci.

Dzieciństwo i młodość

Francik urodził się w Świerczyńcu koło Bierunia Starego na Górnym Śląsku 5 grudnia 1898 roku, jako piąte dziecko Jana i Zofii z d. Pilorz w rodzinie, która w sumie liczyła 11 osób. Został ochrzczony 8 grudnia 1898 w kościele pw. św. Bartłomieja Apostoła w Bieruniu. Cała rodzina musiała się wyżyć z 15 hektarowego pola. To, co jednak był ich bogactwem, to wiara wypełniająca ich dom.

W rodzinnym domu Miśków musiała panować wspaniała atmosfera. Wychować gromadkę dzieci w czasie zaboru i Pierwszej Wojny Światowej, to był nie lada wyczyn. To w domu rodzinnym Franciszek uczył się jak być dobrym dla innych, jak znosić tych, z którymi ciężko, jak pomagać i jak przebaczać. Rodzice dawali swoim dzieciom najlepszy przykład dobrego życia chrześcijańskiego, kultywowali także tradycje niepodległościowe, kolportując polskie książki i czasopisma, śpiewając pieśni patriotyczne, prowadząc koło Towarzystwa Czytelni Ludowych. Podczas II wojny światowej rodzina ukrywała w swoim domu osoby ścigane przez gestapo oraz więźniów zbiegłych z Auschwitz.

Droga salezjańska

Uczęszczał do gimnazjum w Oświęcimiu, a po jego ukończeniu w 1916 został przyjęty do nowicjatu w Pleszewie, gdzie 24 lipca 1917 złożył pierwsze śluby zakonne. Po studiach filozoficznych w Krakowie odbył staż pedagogiczny w Przemyślu i Oświęcimiu. Następnie wyjechał do Turynu studiować teologię. Tam 10 lipca 1927 przyjął święcenia kapłańskie. Po święceniach pracował w Przemyślu jako radca szkolny i katecheta w Domu Dziecka prowadzonym przez salezjanów. Po dwóch latach pracy przeniesiono go do Wilna w charakterze katechety w salezjańskiej szkole. Następnie w 1931 roku został dyrektorem dużego Dzieła Salezjańskiego w Jaciążku kierując nim przez pięć lat. W 1936 roku objął stanowisko przełożonego małego seminarium i proboszcza w Lądzie nad Wartą.

Po wybuchu wojny w 1939 roku pełnił przez kilka tygodni obowiązki kapelana wojskowego, aby następnie ponownie wrócić do Lądu, by nadal pełnić funkcję proboszcza.

Aresztowanie

To w domu rodzinnym ks. Franciszek został zatrzymany przez oprawców niemieckich. 6 stycznia 1940 władze niemieckie zamieniły zakład salezjański w Lądzie na więzienie dla kapłanów z diecezji włocławskiej, gnieźnieńskiej i poznańskiej oraz z innych diecezji i dla grupy salezjanów znajdujących się w tym zakładzie. Wśród tymczasowych więźniów znalazł się bp Michał Kozal, obecnie błogosławiony oraz grupa kleryków z diecezji włocławskiej. Gestapo mianowało wtedy ks. Franciszka Miśkę przełożonym wszystkich internowanych, czyniąc go odpowiedzialnym za karność i zachowanie więźniów. Dbał jak mógł, często własnym kosztem o współbraci. Miał w sobie ducha heroizmu. Podnosił na duchu obecnych tam księży i kleryków.

Wszyscy więźniowie zostali później etapami wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Dachau.

Męczeństwo i śmierć

W tym też czasie ks. Franciszek był dwa razy wywieziony do Inowrocławia i Gniezna, gdzie był bity do krwi i utraty przytomności. Z Lądu przeniesiono go do obozu przejściowego w Konstantynowie k. Łodzi 6 października 1941, a 30 października znalazł się w obozie w Dachau. Księdzu Franciszkowi zlecono w obozie wykańczającą go pracę. Kiedy zmuszono go do noszenia kotłów z zupą, złamał rękę.

Zmarł z choroby i wycieńczenia 30 maja 1942 w niedzielę Trójcy Świętej. Przed śmiercią modlił się i pocieszał innych, dodając otuchy swoim współwięźniom. Jego ciało spalono w krematorium.

Proces beatyfikacyjny

Ksiądz Franciszek Miśka jest jednym z 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 rozpoczął się drugi proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej. 24 maja 2011 w Pelplinie zakończył się etap diecezjalny, a wszystkie dokumenty przesłano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

LUDWIK MROCZEK

Modlitwa

o beatyfikację sługi Bożego ks. Ludwika Mroczka salezjanina.

Panie Jezu Chryste,
Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoim słudze ks. Ludwiku Mroczku wiernemu swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tego Twojego heroicznego świadka i udzielił nam łaski ……… przez jego wstawiennictwo.
Ufni Ciebie prosimy, który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Życiorys

Ksiądz Ludwik Mroczek SDB (1905-1942)

Dzieciństwo i młodość

Ksiądz Ludwik Mroczek urodził się w Kętach 11 sierpnia 1905 roku w rodzinie Franciszka Mroczka i Marii z  Jurów.

W dziesiątym roku życia umarł mu ojciec. Ciężar utrzymania i wychowania jedenaściorga dzieci spadł na barki matki, która bywając często w Oświęcimiu w różnych sprawach, miała okazję poznać salezjanów tam pracujących. Zdecydowała się więc oddać swojego najmłodszego syna pod opiekę salezjanów, po tym jak ukończył szkołę w swojej miejscowości rodzinnej, w 1917 roku.

Droga salezjańska

W cztery lata później został przyjęty do nowicjatu Zgromadzenia Salezjańskiego w Kleczy Dolnej, a po jego ukończeniu 7 sierpnia 1922 roku złożył pierwszą profesję zakonną. Studia filozoficzne odbył w Krakowie, po czym udał się na praktykę pedagogiczną tzw. asystencję do Kielc i w następnym roku do Oświęcimia.

W latach 1928-1933 studiował teologię w Wyższym Seminarium Diecezjalnym w Przemyślu, gdzie też otrzymuje święcenia kapłańskie 29 czerwca 1933 roku z rąk ks. Biskupa Franciszka Bardy. Po prymicjach, urządzonych mu bardzo uroczyście przez ludność z rodzinnej miejscowości, przez którą był kochany, oddał się z całym zapałem pracy wśród młodzieży w dziełach salezjańskich w Przemyślu (sierociniec), we Lwowie (Ostra Brama) i ponownie w Przemyślu.

Młodzież kochała szczególnie swego opiekuna, który był dla niej oddany całym sercem i niestrudzony w umiłowaniu jej rozrywek; umiał ją w specyficzny sposób przyciągać do kratek konfesjonału i do Stołu Pańskiego.

Podczas działań wojennych sierociniec w Przemyślu został poważnie uszkodzony, a młodzież rozproszona. Ksiądz  Mroczek został przeniesiony do pracy duszpasterskiej w Częstochowie, gdzie została oddana salezjanom do zorganizowania parafia pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa na Stradomiu. Po roku przybył do Krakowa, do Krakowa na tzw. „Łosiówkę” czyli do seminarium salezjańskiego. Jego zajęciem była katechizacja w pobliskich szkołach.

Aresztowanie

22 maja 1941 roku w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, w czasie gdy ks. Mroczek odprawiał Mszę św. w seminaryjnej kaplicy, gestapo zajechało pod seminarium, aby go aresztować. Kiedy gestapowcy weszli do kaplicy i zobaczyli go odprawiającego, wycofali się do zakrystii i tam na niego oczekiwali, rewidując w międzyczasie jego pokój.

Jako powód aresztowania podano, że przynależy do organizacji wojskowej i popiera akcję Wojska Polskiego na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Powód ten był zmyślony, gdyż ks. Mroczek, oprócz pracy wśród młodzieży i pracy w konfesjonale, niczym innym się nie zajmował. Niektóre źródła podają, że ks. Ludwik w latach 1939‑40 był zaangażowany w działalność polskiego konspiracyjnego Związku Walki Zbrojnej jako kurier podziemnej prasy na trasie Przemyśl — Lwów oraz drużynowy oddziału konspiracyjnego harcerstwa — Szarych Szeregów — na terenie Przemyśla Zasania.

W miesiąc później, wraz z innymi 11 współbraćmi został wywieziony z więzienia Montelupich do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, gdzie między innymi 27 czerwca 1941 roku był naocznym świadkiem męczeńskiej śmierci czterech współbraci.

Męczeństwo i śmierć

Ksiądz Ludwik przetrzymał ten dzień ciężkiej obozowej próby, pozostał przy życiu, jednakże ciężko pobity, cierpiał okropne męki, a rany, które powstały wskutek pobicia, nie goiły się, puchły i gromadziły powoli ropę w całym organizmie

Z powodu swego heroicznego znoszenia obozowej męki, zyskał miano „tytana cierpienia”. Oto fragmenty zeznania jednego z naocznych świadków: Wieczorami odwiedzałem księdza Mroczka. Rozmowy z nim były krzepiące, Nie filozofował. Swoja prostą wiarą, wyrażana w prostych słowach, zdobywał i uspokajał słuchacza. We wszystkim umiał wskazać Boży cel. Jego prostota i dobroć działała kojąco na ludzi, w tym morzy złości, nienawiści, rozżalenia i cierpienia, które dotykało tego czcigodnego kapłana. Pokochaliśmy go.

Pewnego wieczora ks. Mroczek przyznał się, że rana się nie goi z co gorsza, puchnie mu i boli prawe udo. Poszedłem do doktora Turschmida. Ten przyrzekł sprawę zbadać. Nazajutrz stwierdził ropę w prawym udzie. Znowu narkoza i zabieg operacyjny. Cierpienia potęgo wały się. Pewnego dnia chirurg stwierdził u niego ropę w prawym ramieniu. Znów narkoza i operacja. A po kilku dniach ropa w lewym ramieniu. (…) Całe jego ciało było w ropie. Doktor Turschmid i doktor Zabłocki, z wielką troskliwością, choć bez przekonania, oczyszczali głębokie rany, przemywali utlenioną wodą, zalewali jakimś ersatzem i bandażowali starannie – niestety, tylko papierkami. Po zakończeniu zabiegu ksiądz Mroczek wyglądał jak egipska mumia, był obandażowany od kostek u nóg aż po samą szyję…

A czy długo będzie się jeszcze męczył? – zapytałem, nie licząc na odpowiedź. Myślał chwilę i odpowiedział: Ropa jest już w podbrzuszu. Sądzę, że do trzech godzin do trzech dni… Po zgaszeniu światła tego dnia, przy pryczy księdza Mroczka snuły się bardzo liczne cienie więźniów. Jęki rozlegały się ze wszystkich stron sali.

Wielu więźniów zmarło tej nocy. Rano. Gdy promienie zimowego światła usiłowały przebić zamarzniętą szybę, w oknach tej koszmarnej szpitalnej sali – nie otworzyły się już oczy księdza Mroczka. Jego twarz była pełna jasności i pogody.
Tyle naoczny świadek.

Ksiądz Ludwik Mroczek zmarł 5 stycznia 1942 roku w 36 roku życia, 19 ślubów zakonnych i 8 kapłaństwa.
Nosił numer obozowy 17340.

Proces beatyfikacyjny

Ksiądz Ludwik Mroczek jest jednym z 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 rozpoczął się drugi proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej. 24 maja 2011 w Pelplinie zakończył się etap diecezjalny, a wszystkie dokumenty przesłano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

WŁODZIMIERZ SZEMBEK

Modlitwa

o beatyfikację sługi Bożego ks. Włodzimierza Szembeka salezjanina.

Panie Jezu Chryste,
Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoim słudze ks. Włodzimierzu Szembeku wiernemu swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tego Twojego heroicznego świadka i udzielił nam łaski ……… przez jego wstawiennictwo.
Ufni Ciebie prosimy, który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Życiorys

Ksiądz Włodzimierz Szembek SDB (1883-1942)

Włodzimierz był dobry od dziecka. Nie dlatego, że wszystko miał. Był dobry, bo tak chciał. Bóg był mu źródłem życia i szczęścia. Jak ksiądz Bosko nosił farbowane atramentem sznurki w butach zamiast sznurówek, bo wybrał ubóstwo. Jak św. Franciszek wybrał ubogich i ostatnich. Jak św. Maksymiliana oddał życie za bliźniego. A co on by na to powiedział…? Kiedy przyjechało gestapo, stwierdził: To wstyd, że tak długo musieliśmy na to czekać.

Dzieciństwo i młodość

Ksiądz Włodzimierz Szembek przyszedł na świat 22 kwietnia 1883 roku w podkrakowskiej miejscowości Poręba Żegoty, jako syn hrabiego Zygmunta i Klementyny, z Dzieduszyckich . Jego dziadkiem był Włodzimierza Dzieduszycki marszałek Sejmu Krajowego Galicji i członek Izby Panów austriackiej Rady Państwa.

Wychowany i wykształcony w duchu katolickim przez pobożną matkę. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim agronomię. Praktykę rolniczą odbywał w Wielkopolsce, leśną natomiast w Małopolsce. W wieku 24 lat został plenipotentem i administratorem matczynej posiadłości sięgającej 3 000 hektarów w Węgierce, Pruchniku i Kramarzówce koło Jarosławia.

Wybrał jednak życie wśród ludzi biednych i prostych. Jeździł trzecią klasą, w swoim majątku przesiadywał ze służbą, nie tworzył dystansu między ludźmi. Hojnie obdarowywał wszystkich, sam wybierając życie ubogie.

Chyba najwierniej portret duchowy odmalował ksiądz Proboszcz z Pruchnika: Włodzimierz Szembek przeżył w tutejszej parafii 20 lat. Przez cały ten czas był dla ludzi hojnym, a dla siebie surowym. Nikt od niego nie odszedł bez wsparcia; prowadził życie bardzo skromne. Wspierał Zgromadzenia zakonne, przytułki dla sierot, zakłady wychowawcze. Nigdy nie dawał nikomu zgorszenia – budował wszystkich cierpliwością i uprzejmością, a nade wszystko życiem religijnym. Odmawiał brewiarz, a ostatnio przystępował często do sakramentów świętych. Otaczano go szacunkiem, a nawet uważano za świętego. Okazało się, że dojrzewało w nim powoli powołanie.

Droga salezjańska

W 1927 r. przyjechał do salezjanów do Oświęcimia, by przyjrzeć się ich pracy i powołaniu. Upewniony, że to jest jego droga życiowa. W 1928 roku rozpoczął nowicjat w Czerwińsku n. Wisłą, który uwieńczył złożoną profesją 10 sierpnia 1929 roku.

Po złożeniu ślubów odbył asystencję w Aleksandrowie Kujawskim, następnie studiował teologie w salezjańskim seminarium w Oświęcimiu i Krakowie i tu 3 czerwca 1934 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk krewnego Księcia Arcybiskupa Adama Stefana Sapiehy.

Następnie pracował w Krakowie jako sekretarz inspektorialny, później w Kopcu k. Częstochowy dzięki wykształceniu rolniczemu uczył agronomii i ponownie pracował w Krakowie w Wyższym Seminarium Duchownym Towarzystwa Salezjańskiego jako odpowiedzialny za sprawy finansowe. Wybuch II wojny światowej zastał go w Skawie.

Aresztowanie

9 lipca 1942 roku do domu salezjańskiego w Skawie wpadli gestapowcy i chcieli zabrać przełożonego wspólnoty, 72-letniego ks. Walentego Kozaka, który miał być zabrany jako zakładnik w miejsce zbiegłego aspiranta. Ksiądz Włodzimierz stanął w jego obronie i powiedział, by ci zabrali jego zamiast ks. Kozaka, bo ten jest przełożonym i powinien zostać.

Scena przypominająca znaną historie o. Maksymiliana M. Kolbego. Jednak tym razem skończyło się inaczej, zabrano obydwu salezjanów. Szczęśliwie ks. Walentego wypuszczono po dwóch tygodniach. Bohaterski czyn ks. Szembeka nie został bez echa.

Męczeństwo i śmierć

Ksiądz Włodzimierz Szembek trafił do więzienia w Nowym Targu, a następnie do Zakopanego, gdzie spędził ponad miesiąc. Przywiązywano go do słupa w kajdanach; oprawcy bili go, szydzili, drwili, łamali żebra. Przetrzymywany był tam w betonowej celi, wilgotnej i zimnej, bez siennika i koca, stale przesłuchiwany i poddawany torturom. Współwięzień z tego okresu twierdził, że ks. Włodzimierz wracał z przesłuchań pogodny, bez smutku i strachu, bez złości do wrogów oraz bez przekleństw, a co więcej – kazał modlić się za oprawców, bo tak postępował Chrystus. W tym jednym nie mogli się zgodzić współwięźniowie z ks. Włodzimierzem Szembekiem.

Następnie z Zakopanego  – z wyłamanymi stawami barkowymi, popękanymi żebrami i gangreną nogi – przewieziono go do Tarnowa, a później do Auschwitz. W tym obozie przeznaczony został do ciężkiej pracy przy ciągnięciu walca ugniatającego plac obozowy.

Wykończony, zniszczony, pobity, torturowany zmarł 18 września 1942 roku.
Nosił numer obozowy 60019

Proces beatyfikacyjny

Ksiądz Włodzimierz Szembek jest jednym z 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 rozpoczął się drugi proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej. 24 maja 2011 w Pelplinie zakończył się etap diecezjalny, a wszystkie dokumenty przesłano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

JAN ŚWIERC

Modlitwa

o beatyfikację sługi Bożego ks. Jana Świerca salezjanina.

Panie Jezu Chryste,
Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoim słudze ks. Janie Świercu wiernemu swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tego Twojego heroicznego świadka i udzielił nam łaski ……… przez jego wstawiennictwo.
Ufni Ciebie prosimy, który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Życiorys

Ksiądz Jan Świerc sdb (1877-1941)

Dzieciństwo i młodość

Ksiądz Jan Świerc był synem Mateusza i Franciszki z domu Rether, urodził się 29 kwietnia 1877 roku w Królewskiej Hucie, obecnym Chorzowie. Chrzest św. przyjął w parafii św. Barbary. W 1894 roku udał się do Turynu na Valsalice, by podjąć naukę w gimnazjum.

Droga salezjańska

Skończywszy gimnazjum w 1897 roku wstąpił do nowicjatu Zgromadzenia Salezjańskiego w Ivrei. Pierwszą profesję zakonną złożył 3 października 1899 roku. Następnie studiował filozofie i teologię w Turynie. Został sekretarzem Przełożonego Generalnego ks. Michała Rua i pomagał ks. Wiktorowi Grabelskiemu w redagowaniu „Wiadomości Salezjańskich” w języku polskim. Dnia 6 czerwca 1903 roku w katedrze turyńskiej otrzymał święcenia kapłańskie z rąk kardynała Augustyna Rychelmy.

Wrócił do Polski i powierzono mu przygotowanie nowicjatu w nowo otwartym domu salezjańskim w Daszawie. Po jego uruchomieniu został kapelanem w Krakowie w zakładzie im. Lubomirskich. W 1905 roku został dyrektorem zakładu w Oświęcimiu, objął ten urząd po pierwszym dyrektorze tego dzieła księdzu Emanuelowi Manassero. Jego zabiegom i księdza Manassero zakład oświęcimski zawdzięcza namalowanie obrazu Wspomożycielki Wiernych do  świątyni Jej dedykowanej.

W 1911 roku przejął kierownictwo nad Zakładem im. Lubomirskich w Krakowie przy ul. Rakowickiej obecnie gmachu Uniwersytetu Ekonomicznego. W roku 1914 opiekował się rannymi żołnierzami w tymże zakładzie. W 1915 roku organizował w Oświęcimiu na Zasolu opiekę nad uciekinierami wojennymi z terenów Galicji Wschodniej.

W 1918 roku otworzył pierwszy zakład salezjański na terenie zaboru rosyjskiego w Kielcach i został jego pierwszym dyrektorem i proboszczem. W 1923 roku wrócił do Oświęcimia i zorganizował 25-lecie działalności salezjańskiej w Polsce oraz pierwszą pielgrzymkę Salezjanów Współpracowników do Rzymu. Następnie został dyrektorem i proboszczem w Przemyślu na Zasaniu. W roku 1934 otworzył  nową placówkę we Lwowie przy kościele Matki Boskiej Ostrobramskiej. Poważna choroba przerwała tam jego działalność, ale już w roku 1938 roku nowo podjąć działalność duszpasterską jako proboszcz parafii świętego Stanisława Kostki w Krakowie i dyrektor tutejszej salezjańskiej wspólnoty.

Aresztowanie

23 maja 1941 roku w Krakowie w wigilię uroczystości Wspomożycielki Wiernych wraz z innymi współbraćmi został aresztowany. Z domu przy ul. Konfederackiej wszyscy zostali przewiezieni do krakowskiego więzienia Montelupich. Następnie transportem razem inteligencją krakowską i żydami 26 czerwca 1941 roku przewieziono więźniów skutych po dwóch z więzienia Montelupich do KL Auschwitz. Salezjanów było dwunastu, 11 księży i 1 koadiutor. Na placu apelowym zdjęto im kajdanki i przeznaczono do karnej kompanii na bloku śmierci.

Dowódca karniaka SS-man o szczurzym wyrazie twarzy i czarnych krogulczych oczach, każdego nowo przybyłego pytał o zawód, kiedy padła odpowiedź: ksiądz katolicki, wściekł się ze złości, kopnął butem w brzuch, bił batogiem po twarzy i głowie, aż krew strużkami spływa na szyję i plecy ks. Jana. Krzyczał: tyś Pfaffe, złodziej, obłudnik – następnie wygłosił „przemówienie powitalne”, które skończył apostrofą: zdechniecie tu wszyscy świńskie psy! Jedyna nadzieja dla was to krematorium.

Męczeństwo i śmierć

Następnego dnia więźniowie wyruszyli do pracy. Kompania karna pracowała w dołach żwirowych. Księży i żydów odłączono i oddano pod szczególniejszą opiekę SS-manów i kapo-sadysty. Każdy otrzymał żelazne taczki, łopatę i kilof. Praca polegała na tym, by rozbijać kilofem kamienie i żwir, ładować na taczki i wozić do dołu głębokiego na osiem metrów. Prace musiano wykonywać „biegiem”, czego pilnowali uzbrojeni w styliska specjalni przodownicy pracy. Bili oni bez litości, a szczególnie znęcali się nad księżmi. Po krótkim czasie krwawymi odciskami pokrywały się dłonie, a zmęczenie ogarniało obolałe kości.

Pierwszy upadł ksiądz Jan Świerc, usłyszał od okrutnego kapo: Robić ci się nie chce!  Zaraz ci pomogę – i grubym styliskiem bił go po głowie i plecach. Ksiądz Jan chwycił naładowaną ciężkimi kamieniami taczkę i powoli posuwał się ku dołowi, a za nim kroczył zwyrodniały kapo, popędzał go i okładał strasznymi razami. Ilekroć nieszczęśliwiec upadał na ziemię, kopniakami zmuszał go do powstania. Ksiądz Jan czuł, że zbliżają się ostatnie chwile jego życia. Za każdym uderzeniem wzdychał: o Jezu, Jezu, co doprowadzało kapo do szału. Ja ci pokażę Jezusa! – krzyczał – tu nie ma Boga! On cię z rąk moich nie wyrwie!

W pewnym momencie twardym batogiem uderzył z całej siły ks. Jana w twarz tak fatalnie, że oko wypłynęło na wierzch. Na jednym ścięgnie kołysało się na policzku, a z czarnej jamy ocznej sączyła się ciemną struga krew. Zmasakrowana twarz pokryła się zakrzepłą krwią i przedstawiała straszny widok. Ksiądz Jan żył jeszcze, modlił się. Z jego ust wychodziły przytłumione jęki: O Jezu, zmiłuj się nade mną! Krwawy kapo postanowił zadać swej ofierze cios śmiertelny. Podniósł go z ziemi i z całej siły pchnął na taczkę z kamieniami, tak iż złamał mu kręgosłup, a zwisającą głowę zmiażdżył kamieniem.

Ksiądz Jan nie żył. Ciało jego zawieziono na taczce do krematorium. Ksiądz Jan Świerc to pierwsza ofiara tego pamiętnego dnia. Zginął na słynnym żwirowisku. Odszedł do Pana po nagrodę za wierność powołaniu salezjańskiemu i kapłańskiemu.

Ksiądz Jan Świerc zginął 27 czerwca 1941 w 64 roku życia, 42 ślubów zakonnych i 38 kapłaństwa.
Nosił numer obozowy 17352.

Proces beatyfikacyjny

Ksiądz Jan Świerc jest jednym z 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 rozpoczął się drugi proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej. 24 maja 2011 w Pelplinie zakończył się etap diecezjalny, a wszystkie dokumenty przesłano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

KAZIMIERZ WOJCIECHOWSKI

Modlitwa

o beatyfikację sługi Bożego ks. Kazimierza Wojciechowskiego salezjanina.

Panie Jezu Chryste,
Zwycięzco śmierci, piekła i szatana, dziękujemy Ci za dar miłości i męstwo, które zajaśniały w Twoim słudze ks. Kazimierzu Wojciechowskim wiernemu swojemu powołaniu w prześladowaniach i męczeństwie. Pokornie błagamy Cię, abyś wsławił tego Twojego heroicznego świadka i udzielił nam łaski ……… przez jego wstawiennictwo.
Ufni Ciebie prosimy, który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Życiorys

Ksiądz Kazimierz Wojciechowski sdb (1904-1941)

Dzieciństwo i młodość

Kazimierz Wojciechowski był synem Andrzeja i Marii z Bosków, urodził się 16 sierpnia 1904 roku w Jaśle. Ojciec był pracownikiem kolejowym, a matka pracowała na gospodarstwie. W piątym roku życia Kazimierz stracił ojca. Od tej chwili cały ciężar utrzymania i wychowania trojga małych dzieci spadł na matkę, niewiastę pobożną i pełną poświęcenia.

Ta z pomocą dobrych ludzi wystarała się dla swego Kazia o przyjęcie do Zakładu Salezjańskiego im. Lubomirskich w Krakowie. Miał on wówczas osiem lat. Był chłopcem bardzo żywym, wesołym, zawsze zadowolonym. W 1916 roku Kazik został przyjęty do Zakładu im. Księdza Bosko w Oświęcimiu. Życie salezjańskie pełne radości i ruchu odpowiadało jego żywemu temperamentowi. Pokochał gry i zabawy i chętnie brał w nich aktywny udział. Uczył się dobrze. Z zainteresowaniem przyglądał się orkiestrze.

Droga Salezjańska

Po ukończeniu czwartej klasy gimnazjum złożył podanie o przyjęcie do nowicjatu w Kleczy Dolnej. Z chwilą wstąpienia w mury nowicjackie rzetelnie zabrał się do pracy nad uszlachetnieniem swojego charakteru, pomny na życzenie swojej matki: by został dobrym, świętym kapłanem – salezjaninem. W dniu 2 października 1921 roku złożył pierwsze śluby zakonne i ukończył nowicjat.

Z Kleczy Dolnej udał się do Studentatu Filozoficznego w Krakowie, na tzw. „Łosiówkę”. Tam uzyskał  świadectwo dojrzałości i skończy studia z dobrymi notami. Został wysłany na praktykę pedagogiczną tzw. asystencje do Małego Seminarium w Lądzie nad Wartą. Uczył tam matematyki i asystował chłopców, będąc duszą rekreacji i wszelkiego rodzaju zawodów. Jeden z wychowanków zapisał: pamiętam przechadzki środowe, jak wtedy wszyscy się bawili. Odchodziła piłka nożna, karabinierzy, podchody.
Uczył ponadto śpiewu i muzyki. Umiał i tu wnieść wiele inwencji, zapalać uczniów, nauczać gry na instrumentach w sposób przystępny. Jeden z ówczesnych członków orkiestry w Lądzie tak to wspomina: Ksiądz Wojciechowski umiał zachęcać do gry, czy to przy pomocy cukierków, czy pokazując nowy instrument sprawiony dla naszego zespołu. Sam nieraz, gdy brakowało kogoś z nas, brał instrument i grał brakującą partię… zorganizował także piękny chór.

Następnie pracował jako nauczyciel muzyki i śpiewu w Zakładach salezjańskich w Antoniewie, Warszawie, Aleksandrowie Kujawskim i w Oświęcimiu. Umiał wytworzyć pogodną atmosferę, właściwą domom salezjańskim swoim umiłowaniem muzyki, sportu, swadą w obejściu z młodzieżą, choć przy jego żywym i porywczym temperamencie nie przychodziło mu to łatwo.

W 1930 roku przybywa do Krakowa na studia teologiczne. I tu stworzy z grona kolegów chór, który uświetniał różne uroczystości.
Pracował również w Oratorium przy parafii św. Stanisława Kostki. Klub sportowy, który tam zorganizował, włączając weń młodzież oratoryjną, był jednym z najbardziej dynamicznych w Krakowie. Dnia 19 maja 1935 roku otrzymał święcenia kapłańskie w Krakowie z rąk biskupa Stanisława Rosponda, wielkiego przyjaciela dzieł księdza Bosko w Polsce.

Po radosnych przeżyciach dni prymicyjnych udał się jako nauczyciel do Małego Seminarium w Daszawie. Po roku wrócił do Krakowa jako nauczyciel religii w dębnickich szkołach powszechnych oraz jako kierownik Oratorium i Katolickich Stowarzyszeń Młodzieży. Tak opisywały jego pracę władze szkolne: Ksiądz Wojciechowski prowadzi lekcje religii w naszej szkole. Umie młodzież na lekcjach zainteresować i ożywić. Wszędzie budzi szczerą radość… Młodzieżą zajmuje się i poza szkołą… Jest przez nią lubiany i ma posłuch wśród niej.
W czasie wrześniowych operacji wojskowych pozostał w Krakowie i spieszył z pomocą uciekinierom.
Gdy władze niemieckie w tzw. Generalnym Gubernatorstwie otworzyły szkoły powszechne w listopadzie tegoż roku, wrócił i ksiądz Kazimierz do swej ukochanej pracy szkolnej.

Aresztowanie

Nadszedł maj 1941 roku. W wigilię uroczystości Wspomożycielki Wiernych – 23 maja w godzinach wieczornych został aresztowany przez gestapo wraz z innymi współbraćmi i osadzony w więzieniu Montelupich w Krakowie. Jako powód aresztowania przeprowadzający akcję podał księdzu Kazimierzowi prace nad utrzymaniem ducha polskości wśród młodzieży. Po miesiącu pobytu w krakowskim więzieniu dnia 26 czerwca tegoż roku został przewieziony wraz z innymi do obozu koncentracyjnego w Auschwitz.

Męczeństwo i śmierć

Dzień 27 czerwca 1941 roku okazał się tragiczny dla salezjanów krakowskich. W kompanii karnej pracowało ich 12, a wśród nich był również ks. Kazimierz Wojciechowski, który z powodu swej silnej budowy ciała zwrócił uwagę oprawców. W nieludzki sposób znęcano się nad nim, bito go i kopano. Jednym uderzeniem styliska od łopaty pilnujący kapo wybił mu zęby, a szpicrutą przeciął mu skórę na głowie. Resztkami sił zabierał się do pracy, ciągle poganiany.

Tego dnia zamordowano i zawieziono do krematorium już dwóch salezjanów Jana Świerca i Ignacego Dobiasza. Po południu przyszła kolej na dalsze ofiary. Po obiedzie, którego nikt z pracujących w karnej kompanii nie mógł przełknąć, znów ta sama katorżnicza praca, znowu szykany. Po pewnym czasie bardzo cierpiący ks. Kazimierz zwrócił się do blokowego z prośbą o lżejszą pracę. Owszem, zaraz ją dostaniesz, tylko dowieź tę taczkę do dołu, biegiem! I uderzył go parę razy po plecach kijem, wrzeszcząc: A ty leniu, oszuście, nie chce ci się pracować? I zbliżającego się księdza Kazimierza zepchnął do owego głębokiego dołu razem z taczką. Po chwili słychać było chichoty i radość SS-mana na widok próbującego wydobyć się z dołu nieszczęśnika.
Nagle padł rozkaz: Połóż się obok tego tam leniucha! Ksiądz Wojciechowski skierował swój wzrok we wskazanym kierunku i zobaczył leżącego na wznak ks. Franciszka Harazima, nad którym od dłuższego czasu znęcał się krwiożerczy kapo.

Zbliżała się godzina 14.00. Dzień był upalny. Gorączka i pragnienie trapiło biednych więźniów. Wreszcie kapo i blokowy zrzucili ciężką belkę i położyli na szyjach konających kapłanów i śmiejąc się, przygadywali: Tak, ogłupiać ludzi umiecie… Pracować wam się nie chce. Twierdzicie, że jest Bóg. Pokażcie mi Go, chce Go widzieć!… Bogiem jestem ja! Ja teraz jestem panem waszego życia!
Jeszcze jakąś chwilę trwało to naigrawanie się z biednych, nieszczęśliwych ofiar. Po czym kapo i blokowy stanęli na narzuconej na ich szyje belce i swym ciężarem dopełnili krwawego dzieła… Krótkie rzężenie, piana na ustach, nabrzmienie twarzy, śmiertelne konwulsje… jakieś niezrozumiałe słowa i nasi dwaj męczennicy, księża Wojciechowski i Harazim zakończyli swą ziemską wędrówkę, zakończyli gehennę obozu. Ich ciała wrzucono na taczki i zawieziono na stos trupów obok krematorium.

Ksiądz Kazimierz Wojciechowski został zamordowany 27 czerwca 1941 roku na słynnym Żwirowisku w 37 roku życia, 20 ślubów zakonnych i 6 roku kapłaństwa.
Nosił numer obozowy 17342.

Proces beatyfikacyjny

Jest jednym z 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 rozpoczął się drugi proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej. 24 maja 2011 w Pelplinie zakończył się etap diecezjalny, a wszystkie dokumenty przesłano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

OBCHODY LITURGICZNE ŚWIĘTYCH RODZINY SALEZJAŃSKIEJ

Styczeń
  8 
bł. Tytusa Zemana kapłana. Wspomnienie dowolne
15 bł. Alojzego Variary kapłana. Wspomnienie obowiązkowe
22 bł. Laury Vicunii dziewicy. Wspomnienie dowolne
24 św. Franciszka Salezego biskupa i doktora Kościoła. Święto
30 bł. Bronisława Markiewicza kapłana. Wspomnienie dowolne 
31 św. Jana Bosko Ojca i Nauczyciela młodzieży. Uroczystość

Luty
   1
 Wspomnienie wszystkich zmarłych salezjanów.
   7 bł. Piusa IX papieża. Wspomnienie dowolne
   9 bł. Euzebii Polomino Yanes dziewicy. Wspomnienie dowolne
25 św. Alojzego Versiglia biskupa i Kaliksta Caravario kapłana. Święto

Marzec
12 św. Alojzego Orione kapłana. Wspomnienie dowolne

Kwiecień

Maj
  5
św. Dominika Savio młodzieńca. Święto
13 św. Marii Dominiki Mazzarello dziewicy. Święto
18 św. Leonarda Murialdo kapłana. Wspomnienie dowolne
24 Maryi Wspomożycielki Wiernych. Uroczystość 
29 bł. Józefa Kowalskiego kapłana. Wspomnienie obowiązkowe

Czerwiec
  8
bł. Stefan Sándor, zakonnik i męczennik. Wspomnienie obowiązkowe
 12 bł. Męczenników Wychowanków Oratorium Poznańskiego. Wspomnienie dowolne
23 św. Józefa Cafasso kapłana. Wspomnienie obowiązkowe

Lipiec
  7 św. bł. Marii Romero Meneses dziewicy. Wspomnienie dowolne

Sierpień
  2 bł. Augusta Czartoryskiego kapłana. Wspomnienie obowiązkowe
17 św. Jacka Odrowąża. Dla Inspektorii Krakowskiej i Wspólnoty w Oświęcimiu – uroczystość
25
bł. Marii Troncatti dziewicy. Wspomnienie dowolne
26 bł. Zefiryna Namuncurá młodzieńca. Wspomnienie dowolne

Wrzesień
29
bł. Józefa Calasanza kapłana i towarzyszy męczenników hiszpańskich. Wspomnienie obowiązkowe

Październik
  5
 bł. Alberta Marvelliego wyznawcy. Wspomnienie dowolne
13 bł. bł. Aleksandry Marii da Costa współpracownicy salezjańskiej. Wspomnienie dowolne
24 bł. bł. Alojzego Guanella kapłana. Wspomnienie dowolne
29 bł. Michała Rua kapłana. Wspomnienie obowiązkowe

Listopad
  5 Wspomnienie zmarłych dobrodziejów
13 św. bł. Artemidesa Zattiego zakonnika. Wspomnienie obowiązkowe
15 bł. Magdaleny Morano dziewicy. Wspomnienie dowolne
25 Wspomnienie zmarłych rodziców salezjanów.

Grudzień
  5
bł. Filipa Rinaldiego kapłana. Wspomnienie obowiązkowe

WIADOMOŚĆ O CUDZIE

Jeśli modlitwa za wstawiennictwem jednej z powyższych osób sprowadziła cud, prosimy o przesłanie wiadomości, wypełniając poniższy formularz.

15 + 13 =